21 Leśna Drużyna Starszoharcerska

ul. Krótka 3/1 86-141 Lniano tel. 888 973 057 Hufiec Świecie-Powiat Chorągiew Kujawsko-Pomorska
* indicates required field
  • open panel


Harcerski natural

 
0 Flares Filament.io Made with Flare More Info'> 0 Flares ×
Artykuł ukazał się w czerwcowym numerze Czuwaj! (2012)

Nie zaryzykujemy, jeśli założymy, że większość z nas, oprócz harcerstwa, ma w swoim życiu inne wielkie pasje. Coś, co nas kręci, co sprawia, że serce mocniej bije. Coś, bez czego nie można żyć, czym przesiąknęło się do szpiku kości. Niezwykle komfortową jest sytuacja, gdy udaje nam się takie pasje łączyć, gdy nie trzeba wybierać albo-albo. Gdy można wykorzystać swoje inne pasje w pracy harcerskiej lub odnaleźć elementy jednego w drugim.

Jeszcze lepiej, gdy osiąga się efekt synergiczny, gdy jedna pasja wpływa na drugą – wprowadza nową jakość i zupełnie inny wydźwięk do tego, co się robi. I o tym chciałem Wam opowiedzieć – o tym, jak w jeździectwie naturalnym odnalazłem odbicie idei harcerskiej oraz jak konie stały się moimi nauczycielami, instruktorami tego, jak być lepszym instruktorem.

Czym jest natural?

Znany w środowisku popularyzator idei jeździectwa naturalnego, a zarazem doświadczony lekarz weterynarii, dr Robert Miller, głosi tezę, iż przez tysiąclecia naszej koegzystencji z końmi nauczyliśmy się jak się z nimi obchodzić w sposób naturalny… dla ludzi. Teraz wreszcie zaczynamy uczyć się jak pracować z końmi w sposób naturalny dla nich.

Niestety, człowiek jest istotą, która ma tendencję do (nad)używania siły gdy czegoś nie wie, nie rozumie i nie wszystko idzie po jego myśli. W interakcjach z końmi wymyśliliśmy wiele dziwacznych, a często wręcz brutalnych wynalazków (jak chociażby ostrogi, munsztuk, ,,łamanie” koni…). Używamy rozwiązań siłowych tam, gdzie siła nie jest konieczna i często odnosi skutek przeciwny do zamierzonego.


Natural to sposób pracy z koniem, w której uwzględnia się naturalne zachowania i tendencje tych zwierząt, wynikające z ich budowy, anatomii i odruchów wykształconych i utrwalonych na drodze wielu tysięcy lat ewolucji. To sposób pracy, w której zamiast próbować wymusić na zwierzęciu by nagięło się do naszej woli, stosuje się metody wynikające z obserwacji jego naturalnych zachowań – w szczególności tych społecznych, stadnych – i wykorzystaniu ich. To my, ludzie mamy (podobno) rozum i zdolność abstrakcyjnego myślenia, powinniśmy być zatem zdolni do tego, by spróbować zaobserwować naturalne zachowania koni, zrozumieć je i wykorzystać do swoich celów. W naturalu do komunikacji z koniem wykorzystuje się naturalne dla niego sygnały, podpatrzone i zainspirowane tymi sygnałami, których konie używają do komunikacji pomiędzy sobą.

W chwili obecnej jeździectwo naturalne przeżywa swój rozkwit. Idea ta przyszła (a raczej – powróciła, o czym za chwilę) do nas z zachodu, gdzie od ponad 30 lat jest ona rozwijana i staje się coraz popularniejsza w środowisku ,,koniarzy”. Sławy takie jak Pat Parelli, Robert Miller czy Monty Roberts prowadzą własne szkoły jeździectwa naturalnego, jeżdżąc po całym świecie z pokazami i warsztatami. Piszę ,,powróciła”, gdyż mimo najszczerszej woli wielu spośród tych sław, którzy głoszą jak to ,,odkryli” natural, to wszystko było już wcześniej. Tylko nie tak nazwane, nie tak usystematyzowane i nie tak spopularyzowane. Już w dziewiętnastowiecznych polskich podręcznikach jeździeckich i kawaleryjskich można znaleźć wiele przykładów i odniesień do tego, co dziś nazywamy ,,naturalem” (a czasami i we wcześniejszych pozycjach, jak chociażby w książce Hippika to jest księga o koniach, potrzebna i krotochwilna młodości zabawa Krzysztofa Dorohostajskiego z 1603 r.!).

Ta wiedza wyłania się i powoli przebija do świadomości jeźdźców od dłuższego czasu. I znów, sięgając do słów doktora Millera: ten proces był już wcześniej, trwał, a wiedza ta na drodze naturalnej ewolucji krzepła gdzieś w umysłach ludzi pracujących z końmi. A to, co obserwować można od z górą trzydziestu lat jest niczym innym, jak rewolucją, nagłym i masowym przebiciem się tej wiedzy do ogólnej świadomości. Lub po prostu modą. Nieistotne jest nazewnictwo czy semantyka, istotne jest to, że korzystają na tym konie. Najistotniejszy jest fakt, iż przestajemy stosować metody, które sprawiają im ból, prowadzą do obrażeń czy całkowicie ignorują końską psychikę prowadząc do poważnych i często niebezpiecznych zaburzeń. Zaczynamy konie rozumieć i wiedzę te wykorzystywać w interakcjach z nimi.

Wielu z was słyszało pewnie o filmie ,,Zaklinacz koni” (The Horse Whisperer, 1998) – mit takiego zaklinacza powstał najprawdopodobniej właśnie z obserwacji osób stosujących metody naturalne. Sygnały, którymi komunikuje się z koniem osoba znająca podstawy naturalu komuś całkowicie nieobeznanemu z tematem, kto nie wie gdzie i jak patrzeć, może się wydawać czymś całkowicie niezrozumiałym. Czymś w rodzaju magii. No jak to, ten gość spojrzał mu w oczy, a potem wykonał jakiś drobny ruch i koń tańczy tak, jak on zechce? To ten sam koń, którego jeszcze wczoraj batożyłem żeby zmusić do najprostszej rzeczy? Konie nie są głupie. Po prostu trzeba wiedzieć jak do nich mówić, jak z nimi rozmawiać.

No dobrze, ale gdzie tu harcerska idea?

O znaczeniu samego jeździectwa i pracy z końmi jako elementu metodycznego, formy pracy z młodym człowiekiem, która może pomóc w przekazaniu mu pewnych idei i wartości można powiedzieć (i powiedziano) wiele. Oczywistym jest, że jeździectwo samo w sobie dyscypliną łatwą nie jest, że trzeba włożyć w nią wiele pracy i wysiłku, a to z pewnością rozwija i kształtuje charakter.

Samo jeździectwo, fascynacja końmi, wpisuje się świetnie w Prawo Harcerskie: \emph{Harcerz miłuje przyrodę i stara się ją poznać}. No właśnie – poznać. Jeździectwo naturalne opiera się w całości na poznaniu, na wykorzystaniu sygnałów zaobserwowanych u koni. Na poznaniu ich naturalnych zachowań, poznaniu ich specyfiki i potrzeb.

Rezygnacja z rozwiązań siłowych na rzecz metod rozumowych – cóż bardziej harcerskiego?! Jeśli istnieje bardziej pokojowe i nie krzywdzące żadnych żywych istot rozwiązanie, to czemu z niego nie skorzystać? W pracy z końmi potrzeba cierpliwości, chęci zrozumienia innej żywej istoty, tolerancji – czy nie tego uczymy również naszych harcerzy?

Wiele drużyn harcerskich często wykorzystuje w swojej pracy naukę języków obcych czy języka migowego. Wiemy, jak ważna jest komunikacja, możliwość porozmawiania z kimś chociażby po to, by drugiemu człowiekowi pomóc. Jeździectwo naturalne uczy nas odczytywać język koni, uczy zwracać uwagę na sygnały, które konie wysyłają. I uczy nas wysyłać koniom sygnały zrozumiałe dla nich. Konie naprawdę mają nam coś do przekazania, wystarczy przestać być ślepym na ich język (tak, ślepym a nie głuchym – mowa koni to głównie mowa ciała). W Dewizie Wędrowniczej zawarte mamy dwa bardzo istotne w tym kontekście słowa: \emph{zobacz, pomyśl}. Zobacz co koń robi i pomyśl, co chce Ci tym przekazać. Zobacz jakie są interakcje koni w stadzie i pomyśl, jak to wykorzystać w bezproblemowej (bądź przynajmniej mniej problematycznej) i przyjemnej pracy z koniem.

Poza tym naturalna praca z końmi samo w sobie jest czymś ciekawym, wręcz fascynującym. Podczas zeszłorocznego Zlotu Kadry w Perkozie miałem przyjemność prowadzić blok 1.5-godzinnych warsztatów dotyczących naturalu i reakcja na te warsztaty przeszła moje najśmielsze oczekiwania. W czasie tak krótkich warsztatów starałem się pokazać uczestnikom, w większości nie mającym wcześniej styczności czy doświadczenia w pracy z końmi, kilka bardzo podstawowych elementów naturalnej pracy z koniem z ziemi. Z oczywistych względów traktując temat bardzo powierzchownie pokazałem jak ,,czytać” konie, na co zwracać, co one chcą nam przekazać i jak komunikować się z nimi, przynajmniej na bardzo podstawowym poziomie.

Zainteresowanie uczestników i ich radość z wykonania tych kilku bardzo prostych ćwiczeń były chyba największą dla mnie nagrodą, dowodem, że to ma sens, że natural może również sprawdzić się w harcerstwie. Dowodem na to, że ziarno tej idei pada na podatny grunt, a natural jest w jakiś sposób pokrewny harcerstwu. A niezapomniane dla mnie pozostaną radosne okrzyki uczestników: ,,druhu, druhu, ten koń na mnie spojrzał, czy on chce mi coś powiedzieć?”.

Na koniec tej części ważny apel.
Kochane druhny, drodzy druhowie – nie kopcie po żebrach swoich końskich przyjaciół. Nie kaleczcie ich boków ostrogami. Nie batożcie bez powodu i nie każcie ich za własne błędy czy brak umiejętności.
Zrozumcie, że konie mają pewne potrzeby, które nie zawsze są dla nas wygodne czy po prostu zgodne z naszymi przyzwyczajeniami. One naprawdę nie lubią stać całymi dniami w boksie i wcale nie muszą! Zima im niestraszna, wystarczy zapewnić im odpowiednie warunki.
Zainwestujcie te kilkadziesiąt złotych, odwiedźcie którąś ze stajni uczących naturalu (jeśli macie problemy ze znalezieniem takowej – skontaktujcie się ze mną) i zobaczcie jak można pracować z końmi w inny sposób, w harmonii z nimi. A także w zgodzie z naszymi przekonaniami, z istotą harcerstwa, z Prawem Harcerskim.

Konie najlepszymi instruktorami harcerskimi

Czego uczą nas konie to tytuł książki Monty’ego Robertsa, jednego z najbardziej znanych popularyzatorów jeździectwa naturalnego na świecie. Fakt, że książka ma 300 stron może sugerować, że uczą nas zapewne wiele. I zapewne można by na ten temat napisać niejedną książkę. Ja skupię się na tym, czego konie nauczyły mnie. W jaki sposób sprawiły, że stałem się – taką mam przynajmniej cichą nadzieję – lepszym instruktorem.

Przede wszystkim konie uczą cierpliwości. W pracy z nimi (w domyśle – w pracy metodami naturalnymi) potrzeba ogromu cierpliwości i spokoju. Tutaj nic nie wyjdzie na siłę, na szybko, na skróty. Gdy zaczniemy się denerwować, że coś nam nie wychodzi, albo niecierpliwić, że koń czegoś ,,nie łapie” należy automatycznie skończyć trening, najlepiej jakimś pozytywnym akcentem i odprowadzić konia na pastwisko. A następnego dnia spróbować ponownie. I ponownie. Tak długo, aż wreszcie systematyczną pracą osiągniemy pożądane efekty.

W początkowym okresie swojej przygody z końmi dobitnie (i boleśnie, choć bardziej ucierpiała duma, niż ciało) przekonałem się o tym, że wszelkie pomyłki i drogi na skróty mszczą się bardzo szybko. Skutki takich błędów często niweluje się znacznie dłużej i ze znacznie większym wysiłkiem, koszt ich jest większy, niż oszczędność czasu i wysiłku, którą w pierwszym momencie poczyniliśmy. Pewne zasady czy metody wymyślone zostały przez ludzi mądrzejszych od nas, bardziej doświadczonych w temacie, czasem wystarczy się do nich stosować, by odnieść dobre rezultaty w swojej pracy.

Konie może nie tyle nauczyły, co przypomniały mi i dobrze zilustrowały, jak bardzo istotny jest sprawiedliwy i sprawny system nagród i kar. W szczególności nagród, które stymulować mogą do dalszego rozwoju. Pokazały, jak istotne jest by często nagradzać za drobne sukcesy, zwłaszcza młode konie, które dopiero wszystkiego się uczą. Jak nawet bardzo drobną nagrodą (pochwała, chwila odpoczynku, smakołyk…) można w świetny sposób doprowadzić do pozytywnego sprzężenia zwrotnego pomiędzy dobrze wykonanym zadaniem i satysfakcją z niego (z nagrody). Jak istotne jest odpowiednie umiejscowienie w czasie każdego bodźca stymulującego (pozytywnego i negatywnego) i jak ten bodziec zbyt oddalony w czasie od jego przyczyny dewaluuje się i traci na jakimkolwiek znaczeniu. I jak sprawiać, by zarówno koń, jak i jeździec odczuwał satysfakcję ze wspólnie spędzonego czasu.

Istotnym elementem jest również czytelność sygnałów i zdecydowanie w egzekwowaniu ich wykonywania. Nie możemy oczekiwać, że koń będzie skutecznie wykonywał to, co chcemy, jeśli nasze polecenia nie będą dla niego jasne. Szczególnie w początkowej fazie nauki dowolnego nowego elementu, wszelkie sygnały, które przekazujemy koniowi muszą być wręcz przesadnie czytelne, tak, by zrozumiał co tak naprawdę ten sygnał oznacza. Ważne jest również, by zawsze egzekwować choć częściowe wykonanie danego polecenia, gdy już zdecydujemy się je wydać (w formie odpowiednich sygnałów, oczywiście). Koń nie może się uczyć, że jeśli mówiąc kolokwialnie oleje to, o co go prosimy, to kiedyś w końcu nam się znudzi i damy mu spokój. Nie, damy mu spokój tylko wtedy, gdy pozytywnie wykona albo chociaż spróbuje wykonać polecenie.

Kolejnego aspektu nauczyły mnie nie tyle same konie, co moja instruktorka jazdy. Powtarzała mi ona niejednokrotnie, że w kwestiach jeździeckich można powiedzieć, że coś się umie jedynie wtedy, gdy potrafi się nauczyć tego czegoś konia, który nie znał tego wcześniej. Co z tego, że umiesz cofać czy wykonać zwrot na zadzie na pewnym konkretnym koniu w stajni? Naucz tego samego ćwiczenia konia, który nigdy tego nie robił, to dopiero sztuka! Albo wsiądź na konia, którego nie znasz i wykonaj to samo ćwiczenie. I chyba nie minę się bardzo z prawdą, jeśli wysnuję tezę, że w każdej dziedzinie życia umie się tak naprawdę dobrze tylko to, czego potrafimy nauczyć kogoś innego.

W naturalnej pracy z końmi staramy się zbudować z nimi relacje oparte na zaufaniu i akceptacji. Staramy się przyjąć pozycję ich przewodnika stada, kogoś, komu ufają i wiedzą, że cokolwiek robimy, chcemy ich dobra i nie narazimy ich na niebezpieczeństwo. Wymagamy od koni posłuszeństwa i wykonywania pewnych czynności, ale w granicach ich możliwości i w sposób zrównoważony, przedzielając pracę i wysiłek odpowiednim odpoczynkiem i relaksem. Nagradzamy często i w sposób stymulujący do rozwoju, a karzemy zawsze zdecydowanie, ale nigdy w nadmiarze, adekwatnie do sytuacji i tylko po to, by wykorzeniać zachowania niepożądane czy niebezpieczne. Bardzo istotne jest również to, by praca była dla konia w miarę możliwości przyjemnością, zabawą, by nie odczuwał znudzenia powtarzanymi po raz setny czynnościami, a zamiast tego był stymulowany do działania w zróżnicowany sposób.

Zaraz, chwileczkę, przecież jeśli zamienimy w powyższym akapicie słowo konie na dzieci i młodzież mamy całkiem trafny opis naszej pracy instruktorskiej! A wcześniejsze rady czy spostrzeżenia, czyż równie dobrze nie moglibyśmy ich dać młodemu kandydatowi na instruktora, który rozpoczyna swoją pracę wychowawczą? Taka właśnie myśl przyszła mi do głowy pewnego razu w czasie treningu. I to właśnie praca z końmi, przede wszystkim z moimi wielkimi nauczycielami w postaci Wiedźmy i Astona, pomogły mi powrócić do czynnej służby instruktorskiej po chwili zwątpienia.

Tego właśnie życzę również Wam – byście we własnych pasjach odnaleźli siłę i inspirację do harcerskiej pracy. Mam również nadzieję, że tekst ten zachęci choć kilku jeżdżących konno harcerzy do zainteresowania się tematem jeździectwa naturalnego. Przyłączycie się do rewolucji?

0 Flares Facebook 0 Google+ 0 Email -- Filament.io Made with Flare More Info'> 0 Flares ×


Leave a Comment

© 2012 lesni.org
0 Flares Facebook 0 Google+ 0 Email -- Filament.io 0 Flares ×